Często wyjaśniam dzieciom, czym jest ofiara. Proszę, by zamknęły oczy i zastanowiły się, co mogą ofiarować. Mowię, że wieczorem Matka Boża przyjdzie po ich ofiarę, bo codziennie obchodzi ona cały dom i zbiera wszystkie ofiary do swego wielkiego kosza. Wtedy dzieci mocno zamykają oczy, modłą się w skupieniu, a potem mówią, jaką ofiarę znalazły. Dzieci są niezwykle wspaniałomyślne, łatwo przyjmują taką propozycję. Nie chodzi o to, by zmuszać dzieci do postu o chlebie i wodzie dwa dni w tygodniu, ale gdy zobaczą, jak rodzice poszczą, spytają: „A ja, tato? Ja też chcę coś ofiarować!" I wyrzekną się cukierka czy loda, nie zjedzą ulubionego deseru, zrezygnują z oglądania telewizji.
Trzeba jednak uważać na dzieci, czasem są one aż nazbyt bystre. Mój sześcioletni siostrzeniec, Franciszek Jozef, zorientował się w sytuacji i pewnego wieczoru po modlitwie przed posiłkiem powiedział do ojca: „Tato, ja też dzisiaj poszczę”. Ojciec odpowiedział: „Postem będzie dla ciebie to, że zjesz danie, którego nie lubisz". W przypadku dzieci ważne jest dozowanie. Są one bardzo wielkoduszne. Zamiast dziesięciu brzydkich słów powiedzą tylko jedno, dobrze rozumieją, kiedy trzeba zrobić jakiś wysiłek.