Plan naprawy Polski

VI.4. PODATKI I ZUS

27.06.2019

System podatkowy w Polsce jest, jak dobrze wiadomo, bardzo skomplikowany, niesprawiedliwy, krzywdzący i nie zgodny ani z Prawem Bożym, ani z prawem naturalnym, ani ze zdrowym rozsądkiem, ani z interesami Polaków, ani nawet z interesami Polski. Dlaczego tak jest? Czyżby polscy prawodawcy (politycy, ekonomiści, prawnicy) byli aż tak niekompetentni? Otóż nie. Podatki (przede wszystkim ich wysokość) m.in. to mechanizm, za pośrednictwem którego państwo (rząd) reguluje rozwój gospodarki. Od dawna dobrze jest wiadome, że obniżenie podatków zawsze skutkuje wzrostem tempa rozwoju gospodarczego (dlatego to lubią robić w USA republikanie), zaś ich podwyższenie trochę hamuje rozwój (stosują to w USA demokraci, ale kamuflując pod „projekty socjalne”). Dobrze o tym wiedzą również polscy ekonomiści i politycy. Świadczy o tym fakt, że w swoich programach wyborczych obiecują te podatki (w Polsce niepomiernie wysokie) trochę obniżyć (reformować radykalnie nawet nie obiecują). Po wygranych zaś wyborach nie tylko ich nie obniżają, lecz nawet podwyższają. Dowodzi to niezbicie, że wcale im nie chodzi o rozwój i dobro Polski, lecz interesy innych (często wrogich Polsce) państw, grup i organizacji międzynarodowych. Jakich konkretnie – mogłyby opowiedzieć organy ścigania i bezpieczeństwa, jeśli same nie znajdowałyby się  pod wpływem tych sił. Kiedy więc Polska ostatecznie zrzuci z siebie jarzmo tych obcych i wrogich sił, bez problemów opracuje własny – prosty, jasny i sprawiedliwy system podatkowy. Na początku, żeby było szybciej, można wzorować się choćby na brytyjskim systemie podatkowym. Docelowo zaś prawo podatkowe ma być dostosowane do Prawa Bożego oraz naturalnego. Zgodnie zaś z tym prawem podatki nie mogą być wyższe niż 10% (tzw. „dziesięcina”). Nie przypadkowo w przeszłości (kiedy możni tego świata nie byli aż tak chciwi, jak dziś) właśnie taki procent pobierali nie tylko „chrześcijańscy” panowie ze swoich chłopów, ale również „dzicy” Mongołowie z podbitych przez siebie narodów (np. Rusi). Dlaczego właśnie 10%? Otóż jeśli ktoś odda 10 zł z zarobionych 100, lub 100 EUR z 1000, lub $1000  z 10 tys., jego budżet przy tym prawie nie ucierpi. Ten zaś, kto pobiera podatki, przecież pobiera ich z wielu ludzi i podmiotów gospodarczych, więc w sumie powinno się uzbierać zupełnie wystarczająco dla jego normalnego funkcjonowania i wykonania wszystkich zadań. Jeśliby tego mu było „za mało”, oznaczałoby to po prostu, że ma za dużo zbędnych i zupełnie niepotrzebnych (dla państwa i ludzi) instytucji, programów i etatów, które są tworzone dla zadowolenia krewnych i przyjaciół polityków zwycięskiej partii, a nie z potrzeby właściwego funkcjonowania państwa. Niektóre konkretne przykłady podaję w rozdziale Administracja państwowa. A jest ich, oczywiście, o wiele więcej.

Dla wszystkich jest oczywistym, że podatki zawsze były, są i będą i trzeba je uczciwe płacić. Nikt nie wątpi w słuszność samej zasady płacenia podatków. Cała dyskusja polega na tym ile (a czasem i komu) płacić. Wysokość podatków ustala państwo – wg swoich pojęć i potrzeb. Uważa przy tym, że może je ustalać jak mu się podoba. Ten zaś, kto z nim się nie zgadza i ich nie płaci (lub płaci mniej, niż państwo sobie życzy) jest uważany za przestępcę i jest karany. W USA Al Capone uszło na sucho wiele zbrodni, ale za niepłacenie podatków wsadzili go na wiele lat do więzienia. W Niemczech – w odróżnieniu od USA LISTNUM \l 4  (1) – urzędnicy mogą legalnie brać łapówki („prezenty”), ale muszą zapłacić z tej łapówki podatek. W Rosji system podatkowy jest tak skonfigurowany, że jeśli przedsiębiorca zapłaci uczciwie wszystkie podatki, to po prostu zbankrutuje. Rzecz jasna, nikt ich tam „uczciwie” nie płaci, a wszyscy o tym wiedzą i nic z tym nie robią. Pod jednym warunkiem – że on siedzi cicho i nie wtrąca się „tam, gdzie nie trzeba” i nie patrzy władzy na ręce. A jak taki Chodorkowski, nawet mając miliardy, chciał się zająć „niezależną polityką” – no to od razu ma kontrole ze skarbówki i zupełnie zgodne z prawem bankructwo i więzienie (niedawno akurat aresztowano kolejnego przedsiębiorcę). Powstaje więc pytanie, jak wygląda sprawa „niedopłacenia” podatków z punktu widzenia Prawa Bożego (bo z punktu widzenia prawa państwowego to zawsze jest „przestępstwem”). Otóż w przypadku, kiedy państwo wymaga od podatnika więcej niż 10%, to właśnie ono łamie przykazanie Dekalogu „Nie będziesz kradł” (Wj 20, 15; Pwt 5, 19)  i poniesie za to przed Bogiem odpowiedzialność (oczywiście konkretni ludzie, ale państwo też jest wtedy narażone na upadek). „Nieuczciwy” zaś podatnik wcale nie koniecznie będzie za to przed Bogiem odpowiadać, i kto wie, czy nawet nie zostanie za to jeszcze pochwalony, jak ten obrotny rządca (Łk 16, 1-8). Pod warunkiem, oczywiście, że wykorzystywał „zaoszczędzone” środki nie tylko na własny pożytek. Nie zachęcam tym wcale do kombinowania, lecz prawodawców – do pohamowania swoich niepomiernie rozdmuchanych apetytów i przestrzegania Prawa Bożego, oraz interesów państwa i ludzi, a nie tylko swoich własnych (oraz interesów swoich zagranicznych mocodawców).

Owszem, czasem może zaistnieć sytuacja, kiedy państwo faktycznie potrzebuje więcej pieniędzy, niż uczciwie uzbiera ze swoich podatników (np. w interesach obrony narodowej lub dużych i poważnych inwestycji infrastrukturalnych). W takich przypadkach państwo może się zwrócić do własnych obywateli (a nie zagranicznych inwestorów i kredytodawców) z prośbą o zajem (obligacje) i/lub inwestycje (akcje) – ale zawsze to musi być realnie dobrowolnie (a nie dobrowolnie-przymusowe, jak kiedyś). W przyszłości zaś musi koniecznie dotrzymać podjętych obietnic (bo też różnie z tym bywa) – uczciwie i terminowo wykupić obligacje oraz regularnie wypłacać dywidendy.

Bardzo ważną sprawą jest, żeby podatki płaciły wszystkie podmioty gospodarcze – także zagraniczne sieci handlowe. Teoretycznie obecna władza ich do tego już zobowiązała (żeby zaspokoić swoich wyborców „spełnieniem obietnicy”), ale pozostawiła furtki prawne, które nadal pozwalają im nic nie płacić do polskiego budżetu. Np. zagraniczna „firma-matka” wystawia astronomiczną fakturę polskiej „firmie-córce” za „wykorzystanie jej logo”, która dziwnym trafem równa się realnemu dochodowi, uzyskanemu przez tę  „córkę”  w Polsce. Cały więc nie opodatkowany dochód przelewany jest za granicę do firmy – matki, a  podatki stają się równymi zeru. Czy polskich prawników i prawodawców nie stać, żeby z tym sobie poradzić? Nawet rosyjscy „koledzy” z tym jakoś sobie poradzili (choć też nie od razu). Czy Polacy są gorsi lub głupsi? Pewnie że nie, ale muszą wziąć się do realnej roboty, a nie tylko udawać troskliwych patriotów.

 

Zakład Ubezpieczeń Społecznych

ZUS – unikalna instytucja na skali światowej. Nawet amerykanie niczego takiego nie mają. Barack Hussein Obama próbował coś takiego utworzyć, ale nie dał rady nawet w dwie kadencje swojej prezydentury. ZUS zaś był utworzony w czasach II RP (w roku 1934), przeżył komunę, postkomunę, i nadal dobrze się ma. „Konkurencyjny” OFE „zmarł” o wiele szybciej (i gdzieś zaginęły zgromadzone tam 140 mld złotych, ale o tym – cisza). Niestety, „Orzecznictwo ZUSowskie nadal krzywdzi ludzi chorych i kalekich, a … ludzie potrzebujący rehabilitacji mają problemy, żeby z niej skorzystać.” (cytuję znawcę tego tematu).  Przyszedł więc czas, żeby przyznawać rentę tym, którzy jej naprawdę potrzebują (i to – od ręki, a nie po wieloletnich bataliach sądowych), a nie swoim krewnym i przyjaciołom (którzy nieraz nie mają do tego faktycznego prawa). Ci zaś, którzy tego nie zrozumieją i do tego się nie dostosowują, muszą szukać sobie innej pracy (i to – realnej, a nie kolejnej synekury). Ale ta stara i sprawdzona instytucja powinna przetrwać również w nowej Polsce.  Tym bardziej, że na samoutrzymanie zużywa tylko ok. 5% zbieranych środków (tyle samo, co Caritas). Dla porównania, fundacje i inne organizacje pożytku publicznego zużywają  na swoje utrzymanie o wiele większy procent (od 20 do 50, zaś drobne – od 80 do 95%, tj., realnie „pomagają” tylko sami sobie oraz swoim rodzinom). Nie mam oczywiście, nic przeciwko tym organizacjom, ale po prostu ilustruję, jak na ich tle wygląda ZUS. Można zatem dyskutować na temat wielkości składek oraz innych drobnych, aczkolwiek ważnych szczegółów, ale sama instytucja niech istnieje dalej i wspiera ludzi potrzebujących  – chorych, starych itp. Chociażby dla świętego spokoju reszty – zdrowego i młodego społeczeństwa. Tym bardziej, że każdy może zachorować, ulec wypadkowi, a wreszcie zestarzeje się i też będzie korzystał z tych składek, na które niegdyś narzekał.  Jeżeli chodzi o wielkość składek, to też nie mogą one być większe niż 10% od realnego dochodu, a nie wyssane z palca i narzucone z góry do płacenia nawet tym, którzy po prostu mają zarejestrowaną działalność gospodarczą, ale aż tyle jeszcze nawet nie zarabiają (wtedy to wygląda na zwykły haracz państwowy – owszem, „legalny”, ale chyba nawet gorszy od tego „prawdziwego”, ponieważ rekieterzy raczej nie są zainteresowani w bankructwie swego „klienta”).  Z punktu widzenia zaś Prawa Bożego składki na ZUS można uznać za niejako „drugą dziesięcinę dla biednych i potrzebujących” (choć i obowiązkową), podobną do tej, co ofiarował (dobrowolnie) dla potrzebujących Tobiasz (Tb 1, 8 ) wg zalecenia Prawa Mojżeszowego (Pwt 14, 29). No i wcale z tego powodu nie zbankrutował, lecz się przekonał w prawdziwości wynikającej z tego tytułu obietnicy: „aby ci błogosławił Pan, Bóg twój, w każdej pracy twej ręki, której się podejmiesz.”

-----------------------------------------------

 

(1) Z tego powodu przedsiębiorcy amerykańscy – w odróżnieniu od niemieckich - mają problem z zaksięgowaniem kwot, które muszą wydawać na łapówki urzędnikom w krajach, gdzie bez tego prowadzić biznes po prostu się nie da (np. w Rosji, na Ukrainie czy w Afryce).