Po tym co polityk mówi o twoim prawie do broni, poznasz co tak naprawdę myśli o twojej wolności.
(Andrzej Turczyn)
Muszę przyznać rację autorowi tej sentencji, choć w innych kwestiach nie mogę się z nim zgodzić. Może w kwestii dostępności broni on też trochę przesadza, ale generalnie jednak ma rację. We wszystkich czasach i u wszystkich narodów prawo do posiadania i noszenia broni odróżniało ludzi wolnych od niewolników. Nawet w Imperium Rosyjskim (także w Polsce) istniała nieograniczona swoboda posiadania broni, a do 1906 roku broni nawet nie trzeba było rejestrować. Aktywnie korzystali z tego m.in. rewolucjoniści, ale mało co się z tym uporali. Do katastrofy (krachu Imperium) doprowadziła tylko demoralizacja i zdrada Armii – od generałów do szeregowych. Komuniści zaś (oraz ich następcy na Wschodzie i Zachodzie) dość szybko takiego prawa obywateli pozbawili, ponieważ potrzebowali (i nadal potrzebują) bezbronnych i posłusznych niewolników, a nie swobodnych ludzi, gotowych do skutecznej samoobrony.
Czasem, co prawda, nawet niewolnikom dawano i pozwalano używać broń, np. gladiatorom w Rzymie, murzynom podczas wojny domowej w USA czy „sowieckim sołdatom” w trakcie wojny lub służby w armii. Tak więc jeśli jakiś naród takiego prawa nie ma, można śmiało twierdzić, że jest traktowany jako niewolnicy we własnym kraju (okupowanym jawnie lub niejawnie). Amerykanie, np., takie prawo mają i bardzo skutecznie z niego korzystają. Na tyle skutecznie, że rewolucjoniści wszelkiego rodzaju nawet nie mogą marzyć o „zwycięstwie rewolucji”, póki naród jest uzbrojony po zęby, więc dwoją się i troją, usiłując przekonać społeczeństwo, że takie prawo do broni (i obrony własnej i własnego mienia) jest „niebezpieczne” i „szkodliwe”. Albo Szwajcaria – jej mieszkańcy są tak uzbrojeni, że Hitler nawet nie marzył o jej aneksji. Ta mała 8 milionowa społeczność jest armią: każdy mężczyzna do dziś ma obowiązek posiadania gotowego do użycia karabinu z amunicją. Może to nie było jedyną, a nawet główną przyczyną, ale na pewno nie ostatnią.
No, ale przeciwnicy broni też maja swoje argumenty. Pierwszy, że skorzystają z tego przestępcy, szaleńcy i terroryści. Ale przestępcy ją już mają i mają sposoby, żeby ją znaleźć, zaś szaleńcy i terroryści „z powodzeniem” wykorzystują noże, maczety, samochody a nawet samoloty. A jak nadejdzie Dzień „M”, to terroryści otrzymają od swoich mocodawców i mentorów prawdziwą broń i amunicje (kałasznikowy), bo ci o nią już się zatroszczyli i dawno przygotowali, i biada tym narodom, których przywódcy i decydenci nie zatroszczą się tak samo o swoich podwładnych i też ich nie uzbroją, żeby mogli dać odpowiedni odpór swoim wrogom. Ostatnio w modzie jest argument o „strzelaninach w szkołach” USA. Ale rosyjscy sfrustrowani uczniowie, zafascynowani „bohaterstwem” swoich amerykańskich kolegów, nie mając dostępu do broni palnej, „z powodzeniem” wykorzystują topory itp. „podręczne środki walki”. A gdyby ochrona oraz nauczyciele szkół (amerykańskich i rosyjskich) mieli przy sobie naładowaną broń oraz umieliby się nią sprawnie posługiwać, na pewno szybko by powstrzymali napastników (nawet nie koniecznie ich zabijając) i w rezultacie ofiar byłoby o wiele mniej. Czy to nie jest oczywiste? Co więcej, wiedząc o tym (uzbrojonej ochronie oraz nauczycielach) o wiele mniej byłoby chętnych w ogóle robić takie awantury. A gdyby zwykli ludzie mieli zawsze przy sobie broń, na pewno o wiele szybciej powstrzymaliby strzałami rozpędzony na chodniku samochód, a policjanci z broni automatycznej też szybciej by przypieczętowali te sprawę, niż z pistoletów.
Biorąc jednak pod uwagę, jak długo Polacy byli zniewoleni i już odwykli od tego, że posiadanie broni jest czymś zupełnie normalnym, można zrobić to na początku stopniowo. Przede wszystkim uzbroić konkretne, najbardziej przygotowane do tego grupy, a mianowicie:
Faceci po obozach. O tej grupie już wspominałem w poprzednim rozdziale, a może to być w rezultacie bardzo liczna i skuteczna grupa.
Emerytowani mundurowi. Wiadomo, że mundurowi przechodzą na emeryturę (lub czasem rentę) w bardzo młodym wieku. Są więc jeszcze w pełni sił i często kontynuują pracę gdzie indziej. Ale przecież są to sprawdzeni, zdyscyplinowani i dobrze wyszkoleni w posługiwaniu się bronią ludzie. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, żeby trzymali u siebie w domu broń i amunicję i w razie rozruchów jej użyli. Podam przykład z „klasycznej” aneksji Krymu przez Rosję w roku 2014. Oczywiście główną role odegrały tzw. „zielone ludziki” – „prywatna armia”, która jednak wypełnia zadania państwowe (także na Ukrainie, Syrii, Afryce). Ale także Kozacy, oraz, uwaga – „jednostki miejscowej samoobrony”. Te ostatnie istniały naprawdę i składały się akurat z emerytowanych rosyjskich mundurowych (przede wszystkim marynarzy), których pełno jest na Krymie, a zwłaszcza – w Sewastopolu.
Krewni i przyjaciele mundurowych. Każdy mundurowy ich ma i dobrze wie, komu można dać w ręce broń, a komu lepiej nie. Może nie koniecznie ich od razu uzbrajać, ale wziąć ich pod uwagę, nauczyć strzelać (choćby na swoich policyjnych strzelnicach, ze swojej broni i na koszt policji) – jak najbardziej. No i mieć przygotowaną dla nich na komisariatach broń i amunicję, którą można szybko w razie potrzeby im wydać.
Kibole. Najbardziej kontrowersyjna, ale bardzo aktywna część społeczeństwa. Może i nie uzbrajać ich od razu. Serbscy i Chorwaccy kibole byli (i są nadal) uzbrojeni w broń palną, i to właśnie oni rozpoczęli w roku 1992 wojnę domową w Jugosławii. Natomiast kibole rosyjscy są nie tylko bardzo agresywni, ale też wyszkoleni i kontrolowani. Dlatego, jak mają „prikaz”, mogą urządzić pobojowisko w Anglii, zaś jak mają inny „prikaz” – będą siedzieli cicho nawet u siebie w Rosji podczas mundialu (żeby nie psuć rosyjskiego wizerunku). Nie chodzi, oczywiście, o taką „totalną” (zwykłą w Rosji) kontrolę, ale jednak jakąś współpracę z nimi nawiązać warto. W razie bowiem rebelii islamskiej (a także każdej innej agresji) mogą stanowić znaczącą siłę obronną, a nawet bojową.
Chcę jeszcze raz podkreślić, że mówiąc o „broni” mam cały czas na myśli prawdziwą współczesną broń bojową i amunicję, a nie „historyczną”, myśliwską czy „czarnoprochową”. Potencjalny przeciwnik (nieważne jaki, bo każdy) będzie miał (i już ma) właśnie taką broń. Nie można zatem popełniać pomyłek, jak podczas policyjnej akcji w Magdalence lub na Wołyniu, kiedy AK nie pozwoliła mieszkańcom się uzbroić w proponowaną im przez Niemców broń, którzy również wiedzieli o przygotowywanej akcji i chcieli choć trochę wyrównać szanse. Trzeba nareszcie się nauczyć wyciągać wnioski z historii. Jeśli zaś rządzący zlekceważą te przestrogi, poleje się o wiele więcej polskiej krwi, za którą zostaną surowo rozliczeni – w Niebie ale i tu na ziemi.
Mówiąc językiem historycznym, przyszedł czas, jeśli jeszcze nie na zwołanie, to przygotowanie „pospolitego ruszenia” dla ratowania Polski i Polaków.