Konstytucje są dziełem czasu, toteż droga pozostawiona dla ulepszeń nigdy nie będzie za szeroka.
(Napoleon Bonaparte)
Na początku chciałbym zacytować poetę Zbigniewa Herberta, który mówi o Konstytucji z 1997 r.: „Przedstawiony projekt konstytucji odrzucam w całości. Po pierwsze, ze względów… stylistycznych. A przecież będzie to lektura dla dzieci i młodzieży. Po wtóre, z punktu widzenia prawnego i merytorycznego jest to wypracowanie wręcz haniebne. Roi się w nim od mętnych sformułowań: „niektórych spraw”, „może”, mających zapewne przykryć treść i zapowiedzi zgoła groźne – system o fasadzie kapitalistycznej, którego istotę stanowi gardząca społeczeństwem oligarchia, posiadająca wszystkie kluczowe urzędy i stanowiska finansowo-polityczne.” Otóż nic dodać, nic odjąć. Dodać tylko można, że sprawiedliwe to nie tylko wobec obecnej konstytucji, ale wobec całego współczesnego polskiego prawa, choć w całości jest ono, oczywiście, lepsze od poprzedniego – komunistycznego prawa.
Ale nawet taka, choć i nie doskonała Konstytucja, jest obowiązująca dla wszystkich. Nie ma mowy o żadnej „rewolucji”, „majdanie” lub „puczu”. Każda bowiem rewolucja, nawet kiedy ma do istniejących ustroju i władzy słuszne pretensje, w swoim przebiegu i po swoim zwycięstwie zawsze przynosi o wiele gorsze skutki dla narodu, niż było przed tym (nie wspominając o licznych ofiarach i zniszczeniach). Jak słusznie zauważył Bonaparte (który na tym się znał), Lud, który dopuszcza się ekscesów, jest niegodny wolności; lud prawdziwie wolny szanuje człowieka i własność. Pucze, co prawda, czasem dają o wiele lepsze rezultaty (przynajmniej strategiczne), ale w dzisiejszej Polsce dla takiego „pozytywnego” puczu i tak nie ma odpowiedniego generała, formatu Franko, Pinocheta lub nawet marszałka Piłsudskiego. Opracowany zaś przez moskiewski Instytut Badań Strategicznych plan puczu i przekazania władzy „regentowi” trzeba za wszelką cenę powstrzymać. Niebezpieczeństwo „majdanu”, na szczęście, chyba już mamy za sobą. Niebezpieczeństwo „puczu” jednak nadal pozostaje (bo Tam, gdzie rząd jest słaby, rządzi armia - powiedział Napoleon, który znał się również na tym). Już teraz można oskarżyć o zdradę tych wojskowych, którzy są gotowi ten kremlowski plan realizować. Mam nadzieję jednak, że do tego nie dojdzie.
Docelowo zaś, oczywiście, ma być opracowana i zatwierdzona nowa konstytucja, bez wskazanych wyżej wad i z uwzględnieniem proponowanych w tym "Planie" rozwiązań (oczywiście sprecyzowanych, dopełnionych i poprawionych w razie potrzeby). Ma ona częściowo opierać się na historycznej Konstytucji 3 maja, ale uwzględniać nową rzeczywistość. Przede wszystkim będzie tam wyraźnie zapisane, że Jezus Chrystus jest Królem Polski, a Maryja – Jego ukochana Matka – Królową Polski. Już teraz jest to fakt, czemu nie utrwalić tego w sposób formalno-prawny? Dalej, że ten Niebieski Król będzie sprawował swoją realną władzę poprzez króla ziemskiego, którego On sam wskaże poprzez swoich proroków, ale zatwierdzonego przez Sejm. Właśnie „króla” – w pełnym znaczeniu tego słowa, a nie „regenta”, bo Jezus nie jest ani małoletnim, ani chorym, ani w niewoli. Regent też będzie, oczywiście, przewidziany, ale dla ewentualnego zastępstwa króla ziemskiego, a nie Niebieskiego.
Taką radykalną Konstytucję będzie musiał przyjąć Sejm, Senat oraz podpisać Prezydent. Na dzień dzisiejszy jest to, oczywiście, niemożliwe, ale zaraz po Ostrzeżeniu, kiedy wielu się nawróci i wielu zginie (akurat przeciwnicy tego planu), przejdzie to wyjątkowo szybko i łatwo. Może się wydawać, że tym samym obecna władza podpisze na samą siebie wyrok, ale wcale tak nie jest. Owszem, zmienią się formy i instytucje, natomiast konkretni ludzie – politycy, z łatwością wejdą w nowe struktury, bo mają doświadczenie i są dlatego bardzo cenni. O ile będą stronnikami tego planu, oczywiście, ale z tym akurat po Ostrzeżeniu problemu nie będzie.