KONSTYTUCJA 3 MAJA – PRZYSZŁOŚCIĄ POLSKI

(z uwzględnieniem tych 9 poprawek, które uzbierały się za 224 lata)

3 maja 2015

Większość uważa, że Konstytucja 3 Maja 1791 roku ma dla Polski (a może i nie tylko) znaczenie historyczne i symboliczne, z której można (zresztą słusznie) być dumnym, bo jest taka postępowa i demokratyczna, pierwsza w Europie i druga (po USA)na świecie. Wszystko to, oczywiście, prawda. Ale – nie cała prawda. Tym bardziej że Polska żyła według tej Konstytucji zaledwie 14 miesięcy – dosłownie chwilę, jak na skalę historyczną. Ale, jeśli wierzyć współczesnym prorokom (nie tylko polskim), które przepowiadają Polsce wspaniałą przyszłość, Konstytucja ta jeszcze odegra swoją bezpośrednią (a nie tylko symboliczno-nostalgiczną) role. I to – nie na „chwilę”, a na 1000 lat. Nie na próżno więc śpiewamy na Apelu Jasnogórskim (w wersji młodzieżowej) w drugiej zwrotce: „Już dzisiaj zależy od Polskiej młodzieży Następne tysiąc lat.” Właśnie tak. Co prawda, prorocy wprost o tej (i żadnej innej) Konstytucji nic nie mówią, ale to, co oni przepowiadają dla Polski (i nie tylko) bardzo dobrze do niej pasuje.

Co by tam o tej Konstytucji nie mówiono, że jest ona „demokratyczna”. Faktycznie, mieszczanom i chłopom poświęcone zostało prawie 11% jej tekstu (artykuły III i IV) , podczas gdy szlachcie – tylko 8% (artykuł II) . Ale zajmuje ona w Konstytucji szczytową pozycję (od razu po pięknej i wzorowej PREAMBULE i RELIGII PANUJĄCEJ, artykuł I). Również zachowano za szlachtą „wszystkie swobody, wolności, prerogatywy pierwszeństwa w życiu prywatnym i publicznym” (odebrano im tylko zbędne prawa i przywileje, m.in. zgubne dla państwa liberum veto ). Monarchii dziedzicznej zaś poświęcono 34% tekstu Konstytucji (artykuł VII) , zaś razem z REGENCJĄ i EDUKACJĄ DZIECI KRÓLEWSKICH (artykuł IX i X) – aż 43 % tekstu. Już to jedno wskazuje na to, że główny nacisk Konstytucja ta stawiała na szlachtę i Monarchię. A właśnie takim, według proroctw, będzie przyszły ustrój Polski – feudalny i monarchiczny (zresztą nie tylko Polski). Z uwzględnieniem, oczywiście, praw i interesów pozostałych warstw społecznych, co lubią akcentować (zresztą zupełnie słusznie) współcześni apologeci Konstytucji 3 maja. O tym zaś, kto będzie, a kto nie będzie tą nową szlachtą, pisałem już trochę wcześniej.

Punktem centralnym i główną ideą tej Konstytucji, jak nie da się nie zauważyć, jest Monarchia dziedziczna. Bo wtedy właśnie Polacy, porównawszy rezultaty wielowiekowej rywalizacji dwóch systemów – własnej wyborczej monarchii i rosyjskiej dziedzicznej, wreszcie się przekonali o wygodzie ostatniej formy dla interesów Państwa (a nie tylko oddzielnych uprzywilejowanych warstw). Rosyjscy monarchiści twierdzą wprost, że właśnie instytucja monarchii dziedzicznej pozwoliła Rosji stać się w ciągu wieków mocniejszym niż Polska państwem, chociaż zaczynali oni w końcu I tysiąclecia z prawie równych pozycji (bo Polska na początku była nawet mocniejsza). I chyba oni mają rację. Ale nie mogą być to władcy niemieccy, którzy za łapówkę kupili sobie „na wieki” polski tron! Przynajmniej tak oni piszą w swoich podręcznikach historii, a wygląda to na prawdę.

Co prawda, Ruscy też w swoim czasie (w 862 roku) zaprosili rządzić nad sobą Waregów, ale zrobili to dla tego, że Ruryk , przynajmniej według legendy, miał pochodzenie od założyciela Rzymu Romulusa, a więc nikt nie mógł pod tym względem z nim konkurować (żaden miejscowy wódz). To z kolei z góry wykluczało jakikolwiek zamęt na szczycie władzy, samą możliwość przewrotów i zapewniało stabilność władzy i Państwa. Co prawda, później w Rosji przewroty „na górze” się zdarzały, ale zawsze przy władzy zostawała ta sama dynastia. A nawet kiedy po śmierci Fiodora I w roku 1598 zakończyła się dynastia rodu Rurykowiczów, po Wielkiej Smucie na tron wybrano w 1613 roku Michała Romanowa właśnie ze względu na najbliższe pokrewieństwo do wygasłej dynastii. Później sporów na ten temat już nie było. Nawet chłopskie bunty (np. Powstanie 1773 r. ) były z zasady pro monarchicznymi (kozak Jemielian Pugaczow podawał się za cara Piotra III uratowanego przed zabójcami). I teraz spory podzielonych i skłóconych współczesnych rosyjskich monarchistów dotyczą tylko tego, kto z żyjących potomków Romanowych ma zostać przyszłym carem (przepowiadanym w wielu proroctwach prawosławnych), chociaż Prawa o dziedziczeniu rosyjskiego tronu wskazują jednoznacznie tylko na jednego prawowitego dziedzica.

Prawdopodobnie, „królewskie” korzenie przyszłego polskiego monarchy też będą się liczyć. Nawet Jezus Chrystus legitymował się pochodzeniem od króla Dawida (np. Mt 1, 1-17; Mt 20, 30-31; Rz 1, 3; 2 Tm 2, 7; Ap 3, 7; Ap 5, 5; Ap 22, 16). Ale sam król Dawid przy tym żadnych szczególnie szlachetnych korzeni nie miał, lecz po prostu został wybrany przez Boga, więc nie trzeba też i przesadzać z tym „pochodzeniem”: z pewnością Pan Bóg powoła na to stanowisko osobę odpowiednią i „pochodzenie”, jeśli i będzie odgrywało jakoś rolę, to na pewno – ostatnią. Jedno można stwierdzić z całą pewnością – nie może to być żadna z licznych Dynastii niemieckich (w tym i austriackich), chociaż zupełnie prawowitych, ale dla Polski absolutnie nie do przyjęcia. Starczy nam już różnych millerów i tusków, którzy sprzedali Niemcom polskie media, banki, browary i inne zakłady i chcą sprzedać również polską ziemię. Ale polskiego tronu więcej Niemcy nie kupią! Jestem pewien, że Pan Bóg właśnie dlatego popuścił, że ta w zasadzie dobra Konstytucja przetrwała tak krótko i więcej się nie odrodziła, żeby Niemcy nie rządzili nami wiecznie absolutnie legalnie. Właśnie ten jej punkt, dotyczący konkretnej dynastii (Wettynów) był wadliwy i należy go koniecznie zmienić (zresztą zupełnie zgodnie z ostatnim ustępem artykułu VI tejże Konstytucji).

Kto więc zostanie nowym Królem Polski? Przede wszystkim, oczywiście że sam Jezus Chrystus. Odpowiednia poprawka ma być jako pierwsza wniesiona do znowelizowanej Konstytucji 3 maja. Ale tak samo, kiedy 1 kwietnia 1656 r. król Jan Kazimierz ślubował Najświętszej Maryi Panny jako Królowej Polski, zaś sam przy tym pozostał urzędującym królem, jako Jej „ziemski namiestnik” , tak i Jezus Chrystus Król Polski będzie potrzebował zupełnie „ziemskiego” Swojego „namiestnika”. Pytanie więc brzmi, kim będzie ten „ziemski” król. Przepowiednie na ten temat nic konkretnego nie mówią (oprócz tego, że ma on być młody i z długimi włosami, ale wartość tych informacji jest znikoma, a nawet może wręcz to być dezinformacją). Najprawdopodobniej zaś zostanie nim ten „wybraniec” , na którego, wierząc licznym przepowiedniom, z niecierpliwością wszyscy czekamy. Ten, który będzie realnym (pewnie na początku nieformalnym) wodzem odradzającej się Polski, który będzie nawet czynił cuda i, co najważniejsze, da odpór nadchodzącemu Antychrystowi. Polska bowiem, wedle proroctw, ma szansę pozostać jedynym krajem, który nie ulegnie jego władzy. Tym bardziej, że Antychryst będzie (a właściwe już jest) „Rosjaninem” (tak naprawdę Żydem z pokolenia Dana po matce, bo za ojca „biologicznego” ma samego Diabła, więc nie jest zwykłym człowiekiem, lecz niejako „półbogiem”, jak jest to opisane w Księdze Rodzaju (Rdz 6, 4b). I tu akurat wielowiekowa niechęć (po części słuszna, po części nie) Polaków do Rosjan odegra swoją dobrą psychologiczną role.

Sam Antychryst oraz podwładna mu masoneria najprawdopodobniej już znają tego człowieka i bardzo chętnie by go zniszczyli. Tym bardziej, że mają do swojej dyspozycji rządy, armie, policje, służby specjalne, media i finanse prawie wszystkich krajów świata (także, niestety, Polski). Ale muszą również dobrze wiedzieć, że Pan Bóg broni i ochrania Swego wybrańca, więc mogą tylko „zgrzytać zębami swymi, ale nic nie mogą mu zrobić” . Będzie również bronił wszystkich, którzy za nim pójdą i będą mu pomagać. Zniszczy, natomiast, wszystkich, kto spróbuje mu zaszkodzić lub go zatrzymać (choć i bezskutecznie, ponieważ nie da się powstrzymać Bożych Planów i, odpowiednio, tych, którzy pomagają Mu je realizować, będąc do tego przez Niego powołani). Przykładów tego nie brakuje w Biblii, historii i życiu. Bądźmy więc dobrej myśli i nikogo się nie bójmy. Wbrew pozorom i „normalnej logice”, aktywna postawa daje nam dużo więcej bezpieczeństwa, niż bierność i tchórzostwo. A na dodatek „już po wszystkim” (i to – już niebawem) czeka nas niesamowita nagroda.

Michał Sybirak