To, że polski System zdrowotny jest chory, jasne jest chyba każdemu. Nie wiem natomiast, czy komuś jasne jest, jak naprawdę i skutecznie go uzdrowić. Pewnie ktoś wie, ale na razie nie może jeszcze dojść do głosu, a tym bardziej – do władzy, żeby to uczynić. Niemniej jednak na tle państw cywilizowanych Polska wypada pod tym względem chyba nie najgorzej. Nie tak dawno, na przykład, cały świat był zszokowany działaniem Brytyjskiego systemu „zdrowotnego” (chyba jednego z najlepszych na świecie), skazującego na śmierć niewinne dziecko (Alfiego Evansa).(1) Nawet Rosja próbowała go bronić. Przy okazji się wyjaśniło, że w tym szpitalu (a zapewne nie tylko w tym) już od dawna umierało podejrzanie za dużo dzieci. Lub system „zdrowotny” Niderlandów (też chyba nie najgorszy). Otóż osoby starsze w tym kraju w razie potrzeby wolą zgłaszać się do szpitali Niemieckich (bo w Unii to nie problem), gdzie ich będą jakoś leczyć. Obawiają się bowiem, że ze szpitala we własnym kraju żywymi już nie powrócą, ponieważ zostaną szybko zamordowani (eutanazja). O tak – całe życie ktoś ciężko pracuje, uczciwe płaci podatki, składki na fundusz zdrowotny i emerytalny, a jak przychodzi czas z tych funduszy korzystać – państwo (bo raczej to właśnie jego wytyczne) szybko ich się pozbywa (no i zaoszczędza, oczywiście). Jeżeli chodzi o eutanazje, to tak naprawdę lekarze stosowali i stosują ją po cichu od dawna – nie koniecznie dla korzyści, jak łódzki „Anioł śmierci” lub „humanitarnych” (żeby pacjent „się nie męczył”), lecz „praktycznych”: po co, np. ratować jakiegoś biedaka, jak można mu po prostu „pomoc umrzeć”. Uważają bowiem, że mają prawo decydować o czyimś życiu lub śmierci.(2) Ale nigdy wcześniej nie było to zalegalizowane (oprócz nazistowskich Niemiec).
Wykształcenie lekarzy. Już na tym poziomie powinny być przeprowadzone poważne zmiany. Przede wszystkim lekarzy przyszłych, ale również już wykształconych, trzeba zaznajomić nie tylko ze współczesnymi metodami, ale również tradycyjnymi, naturalnymi. Przede wszystkim – ziołolecznictwem. Ale również innymi – nawet o niebezpiecznych muszą wiedzieć, żeby móc ostrzec przed nimi swoich pacjentów.
Przysięga Hipokratesa musi być przywrócona w pierwotnej formie (łącznie z zakazem zabicia dzieci nienarodzonych). Niestety, dzisiaj nawet ta skrócona Przysięga nie raz jest przez lekarzy łamana, więc praktyki takie należy wykorzenić.
Farmakologia a zioła. Nie można, oczywiście, zupełnie wykluczyć użycie leków i innych środków farmakologicznych, ale zawsze, kiedy można je skutecznie zamienić na zioła i/lub inne metody naturalne – należy koniecznie to robić, ponieważ są one o wiele bardziej bezpieczne (a często również i skuteczniejsze) i praktycznie nie mają „działań ubocznych” (kiedy zaś mają, jest to wyraźnie ukazane). Nie będzie to możliwym, póki lekarze pozostają de facto dilerami koncernów farmaceutycznych, które „nauczyły” ich na „szkoleniach” w ekskluzywnych hotelach tropikalnych, że pacjentowi trzeba przepisywać właśnie ich „cudowne leki”. Praktyki więc takie muszą być surowo zakazane i wykorzenione.
Na początku lipca 2018 Główny Inspektorat Farmaceutyczny wycofał z aptek aż 48 leków na nadciśnienie (Avasart, Awalone, Axudan, Nortivan, Vanatex, Valsotens, Ivisart, Tensart, Valsotens, Valorion, Valtap). Jak czytamy w komunikacie GIF: „Produkty te zostały wytworzone z użyciem substancji czynnej valsartanum zakupionej od chińskiego producenta Zheijang Huahai Pharmaceuticals Co.” Informacja o podejrzeniu braku spełnienia wymagań jakościowych dla substancji czynnej wpłynęła poprzez system Rapid Alert z Europejskiej Agencji Leków (EMA). EMA zawiadomiła kraje członkowskie (większość państw UE) o potencjalnym zagrożeniu związanym z zanieczyszczeniem substancji czynnej valsartanum dostarczanej przez chińskiego wytwórcę. W ten sposób te poczciwe instytucje (polska i europejska) pokazały, jak dbają o zdrowie i bezpieczeństwo swoich obywateli, a więc reszta sprzedawanych w aptekach leków jest w pełnym porządku. Niestety, prawda jest inna. Faktycznie, koncerny farmaceutyczne mają taki ogromny potencjał (także naukowy), że bez problemów mogłyby tworzyć i produkować leki, które naprawdę by uzdrawiały (choćby na podstawie odpowiednich ziół, co jest w farmakologii stosowane od dawna). Ale zabraniają one swoim naukowcom tworzenie takich skutecznych środków. Dlaczego? No bo taki lek chory kupi tylko jeden raz, wyleczy się i przestanie być klientem (tym bardziej – stałym). Produkują więc leki, które od razu i wyraźnie poprawiają samopoczucie chorego, ale nigdy go nie uzdrawiają, i gorszy stan zawsze powraca. Chory więc musi cały czas (nie raz do końca życia) kupować te leki, zaś koncerny zarabiają na tym miliardy. Nie na próżno więc są nazywane przez niektórych „farmakomafią”.
Dlatego w nowej Polsce państwo musi na wszelkie sposoby stymulować rozwój własnego – właściwego przemysłu farmaceutycznego oraz właściwe badania naukowe w tym kierunku. A przede wszystkim – uprawy ziół i roślin leczniczych. Uprawa (oraz przechowywanie) tych roślin jest co prawda trochę bardziej skomplikowana, niż tradycyjnych roślin rolniczych, ale możliwa. Na szczęście, właściwości lecznicze i zdrowotne uprawianych ziół niczym się nie różnią od tych rosnących dziko w warunkach naturalnych. Można więc je uprawiać w dowolnych ilościach, także te chronione i zagrożone, a wiec zakazane dla zbiorów, oraz tych, które w Polsce w warunkach naturalnych w ogóle nie rosną, lecz pochodzą z innych regionów świata.
Płacić za zdrowe społeczeństwo, a nie chore. W obecnym systemie zdrowotnym istnieje pewna sprzeczność interesów pomiędzy pracownikami tego systemu a resztą społeczeństwa. Społeczeństwo chce być zdrowym, ale przecież zdrowi nie potrzebują lekarza (no chyba że od czasu do czasu krótkie badania na prawo jazdy, przed nową pracą czy okresowe), i choć to właśnie oni płacą składki do NFZ, wyciągnąć te kasę bez chorych się nie da. Tak więc nawet najbardziej uczciwy i sumienny lekarz gdzieś na poziomie podświadomości jest zainteresowany, żeby ludzie chorowali jak najwięcej i jak najdłużej. Teoretycznie więc nie powinni być zainteresowani również w eutanazji (no bo martwy też im nie płaci), ale tu jakiś „wyższy interes” każe ją czasem przeprowadzać (legalnie lub potajemnie). Zmienić taki stan rzeczy obecnie nie przedstawia się możliwym, ale w przyszłości – owszem. W nowej Polsce (a zwłaszcza – w Nowej Erze społeczeństwo będzie o wiele zdrowsze, a lekarzy będzie o wiele mniej (bo najprawdopodobniej mało kto z nich przeżyje). Ta zaś pozostała ich garstka poza wypadkami nagłymi będzie miała mało do roboty, niemniej jednak będzie dostawała (od państwa, ale ze składek – o wiele mniejszych niż teraz) satysfakcjonujące wynagrodzenie, ale zależne od poziomu zdrowia społeczeństwa. Będą więc zainteresowani, żeby w „wolnym czasie” (którego będą mieli pod dostatkiem) zajmować się działaniami profilaktycznymi. Np. prowadzić wykłady (w szkołach, na uczelniach i zakładach pracy) na tematy zdrowego stylu życia, zdrowego odżywiania itp. A także będą ciągle pogłębiać swoje poznania w tych dziedzinach.
(1) Niestety, pod tym niechlubnym względem Polski system zdrowotny już dorównał Brytyjskiemu. 11-miesięczny Szymonek z Radomia (kolejna ofiara przymusowych szczepień) został we wtorek odłączony od aparatury. Taką decyzję, wbrew woli rodziców dziecka, podjęli lekarze po konsylium. W rezultacie „polski Alfie Evans”, o którego walczył cały kraj, nie żyje.
(2) Jako przykład zacytuję znawcę tego tematu: „Tu muszę dodać, że w Polsce stosuje się eutanazję. W … Szpitalu Wojewódzkim trzykrotnie usłyszałam słowa „tutaj się nie leczy” w tym od lekarza działającego w stowarzyszeniu lekarzy katolickich. Powiadomiłam o tym Urząd Marszałkowski, a ci nic nie zrobili… Wielu ludzi jest nieświadomych tych praktyk. Inną sprawą jest to, że lekarze współpracują z policją w celu likwidacji niewygodnych osobników.”